fbpx

WEGETARIANIZM I WEGANIZM: BURŻUAZYJNA FANABERIA CZY LEWACKI WYMYSŁ?

Żyjemy w czasach, gdy słowa często tracą, niestety, swą podstawową wartość, a ich pierwotne, przypisane im ściśle znaczenie rozmywane jest mniej lub bardziej świadomie. Niewielu zdarza się już dzisiaj ludzi – i może właśnie dlatego są oni przyjaciółmi na wagę złota – na których słowie można ...

Żyjemy w czasach, gdy słowa często tracą, niestety, swą podstawową wartość, a ich pierwotne, przypisane im ściśle znaczenie rozmywane jest mniej lub bardziej świadomie. Niewielu zdarza się już dzisiaj ludzi – i może właśnie dlatego są oni przyjaciółmi na wagę złota – na których słowie można polegać jak na staropolskim Zawiszy. Z pewnością powodów takiego stanu rzeczy jest wiele, ale jednym z nich jest świadome przekształcanie znaczeń danych pojęć po to, aby uczynić z nich narzędzia skutecznej manipulacji dla osiągnięcia własnych celów. Krótko mówiąc – obiektywnym wartościom dorabia się subiektywną ideologię.

[źródło: Pixabay.com, autor: Jerzy Górecki]

Śledząc treści podawane nam przez rozmaite media – nie tylko ukierunkowane stricte na zagadnienia polityczne, ale także te o szeroko rozumianym profilu społecznym i kulturotwórczym – chwilami trudno się oprzeć wrażeniu, że wegetarianizmowi i weganizmowi chętnie przypina się różne wygodne z takich czy innych względów „łatki”. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakty (podawane dosłownie czarno na białym), że wegetarianizm/weganizm raz określany bywa mianem „burżuazyjnej fanaberii”, a innym razem „lewackiego wymysłu”? Zgłębiając przytaczane w tych wypowiedziach argumenty, mające w założeniu potwierdzać słuszność tych przedziwnych hipotez, trudno jest oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę autorom nie do końca chodzi o kwestię niespożywania mięsa i/lub produktów odzwierzęcych – a w każdym razie, że w snuciu tych rozważań nie to jest ich priorytetem.

Nie trzeba być wytrawnym znawcą sceny politycznej, aby zauważyć zdumiewający brak logiki już chociażby w tym, że przypisywane wegetarianizmowi/weganizmowi dwa przytoczone powyżej określenia same w sobie stanowią wewnętrzną sprzeczność. Trudno nie uśmiechnąć się również na myśl, że zostały sformułowane przez dwie całkowicie przeciwne opcje polityczne: „burżuazyjną fanaberią” wegetarianizm był dla czołowych ideologów komunizmu w radzieckim stylu, a „lewackim wymysłem” jest dla ruchów identyfikujących się jako skrajnie prawicowe… Skąd zatem biorą się takie oceny?

[źródło: Pixabay.com, autor: Gerd Altmann]

Można przypuszczać, że przypinanie wegetarianizmowi i weganizmowi łatki „lewackości” lub „burżuazyjności” wynika z chęci odsunięcia tego tematu jak najdalej od własnych poglądów i własnej strefy komfortu. Paradoksalnie, wytacza się szereg pseudoracjonalnych argumentów po to, aby nie musieć się zmierzać z tymi, które są logiczne. Być może jest to mechanizm nie zawsze w pełni uświadomiony – w każdym z nas gdzieś głęboko skrywa się chęć ucieczki od konfrontacji z tym, co postrzegamy jako trudne, niewygodne, nieprzyjemne, zagrażające naszej wygodzie i bezpieczeństwu. Jednak rozwój – tak jednostki, jak i całych społeczeństw – polega przecież zawsze na ciągłym przekraczaniu samego siebie. Bo jeśli wziąć temat na logikę, co jest złego w niejedzeniu mięsa i/lub produktów odzwierzęcych? Wydaje się, że nic złego. Czy samo powstrzymanie się od spożycia w ogóle czegokolwiek może wygenerować jakieś konkretne zło? Zdecydowanie nie.

A dobro? Nawet laikowi nietrudno dostrzec sporo pozytywnych aspektów odżywiania wegetariańskiego/wegańskiego. Każdy, kto miał w życiu choćby krótki emocjonalny kontakt ze zwierzęciem, chyba bez trudu dostrzeże argument natury etycznej. Każdy człowiek ma możliwość realnie zmniejszyć cierpienia zwierząt, jeśli już nie przez całkowitą eliminację wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego, to przynajmniej poprzez (choćby częściowe) ograniczenie spożycia mięsa. Faktem niezaprzeczalnym jest, że przez wieki swego istnienia ludzkość nigdy nie jadła produktów mięsnych w tak zastraszających ilościach, co teraz. Odstawiając w tym artykule obszerny (i skądinąd bardzo ciekawy) temat historii odżywiania na bok, dość przypomnieć nie tak znowu daleką, a przywoływaną już wyżej rzeczywistość PRL-owską. Gros z nas pamięta jeszcze te czasy, gdy mięso jadało się tylko od święta, bo na co dzień w „masarniach” świeciły nagie, puste haki, a sprzedawane w sklepach mleko i jaja (pisząc żartobliwie) właściwie trudno było nazwać produktami pochodzącymi od zwierząt. I chorowaliśmy zdecydowanie mniej. Znacznie mniejszy odsetek Polaków cierpiał na zaawansowaną miażdżycę, choroby serca i układu krążenia, nadciśnienie i podwyższony cholesterol. I naprawdę zdecydowanie rzadszy był wówczas na polskich ulicach widok tak wielu osób cierpiących na zaawansowaną otyłość.

[źródło: Pixabay.com, autor: MIKELANGE]

Obok wymienionych powyżej dolegliwości, trzeba koniecznie podkreślić, że produkty mięsne – a dotyczy to zwłaszcza mięsa przetworzonego – są na szczycie piramidy czynników rakotwórczych. Choroby nowotworowe stały się prawdziwą plagą społeczeństw przełomu XX i XXI wieku – niestety, również Polaków. Sięgając najpierw do definicji słownikowej, mięso czerwone pochodzi od zwierząt rzeźnych (jak na przykład: wieprzowina, wołowina, cielęcina, baranina, dziczyzna); mięso przetworzone to takie, które poddano obróbce termicznej (na przykład długiemu smażeniu, tradycyjnemu grillowaniu, wędzeniu), chemiczno-fizycznej (zasoleniu, marynowaniu, peklowaniu). I, oczywiście, także wszelkiemu sztucznemu „ulepszaniu” przemysłowemu.

W 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem IARC (International Agency for Research on Cancer) opublikowała raport podsumowujący wyniki ponad 800 badań z ostatnich 20 lat, dotyczących związku pomiędzy spożyciem mięsa a występowaniem nowotworów złośliwych. Raport nie pozostawia złudzeń: regularne spożywanie czerwonego mięsa może być przyczyną rozwoju raka przede wszystkim jelita grubego, trzustki i gruczołu krokowego. Czerwone mięso (zwłaszcza zaś ukochane tak przez naszych rodaków wołowina i wieprzowina) zostało zakwalifikowane do grupy 2A – czynników prawdopodobnie rakotwórczych dla człowieka i z pewnością rakotwórczych dla zwierząt laboratoryjnych. Odpowiadają za ten stan rzeczy zawarte w mięsie czerwonym m.in. akryloamidy, azotany i azotyny. Zgromadzone wyniki pokazują, że dla każdych 100 gramów (porcja wielkości ½ dłoni) mięsa czerwonego spożywanych dziennie ryzyko nowotworu złośliwego jelita grubego zwiększa się o 17%. Sytuacja z mięsem przetworzonym jest jeszcze gorsza – naukowcy zakwalifikowali je do grupy 1A – czynników, co do których istnieją przekonujące dowody, że stanowią one silne karcinogeny. Być może przekonywującym okaże się fakt, że mięso przetworzone zostało w raporcie postawione na równi z takimi produktami, jak: alkohol, tytoń, azbest, aflatoksyny oraz zakażenie Helicobacter pylori. Codzienne zjadanie zaledwie 50 gramów mięsa przetworzonego (np. 2 duże plastry szynki wędzonej) zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego aż o 18%.

[źródło: Pixabay.com, autor: Andreas Lischka]

Oprócz argumentów etycznych i zdrowotnych nie sposób pominąć kwestii ekologicznych oraz społeczno-ekonomicznych. Pomimo, że świadomość ogólnospołeczna jest nadal nikła w tym zakresie, to jednak coraz częściej mówi się o tym, że przemysłowa hodowla zwierząt odpowiada za większość emisji CO2 do atmosfery. Jest to ilość znacznie przekraczająca to, co uwalniają do naszego środowiska wszystkie jeżdżące obecnie po świecie samochody razem wzięte. Ogromnym problemem, z którym borykają się już właściwie wszystkie rozwinięte cywilizacyjnie kraje, jest rosnące zanieczyszczanie wód gruntowych amoniakiem, stanowiącym uboczny produkt hodowli masowej zwierząt przeznaczonych do uboju. Trudno nie wspomnieć też o prowadzonych na szeroką skalę (i to nie tylko w Europie, ale też w Ameryce Południowej, na przykład) wycinkach lasów pod uprawę soi potrzebnej na paszę dla hodowanych zwierząt. I tu właśnie pojawia się ważny argument społeczno-ekonomiczny: gdyby bowiem te uprawy soi i innych pasz dla zwierząt zamienić na uprawy warzyw, to – teoretycznie, przy odpowiedniej dystrybucji – można byłoby wykarmić wszystkich ludzi na świecie (a już na pewno tę głodującą część). Zamiast karmić ludzkość, tuczy się zwierzęta hodowlane, uzyskując z kilkudziesięciu gramów białka roślinnego jeden gram białka zwierzęcego – i to jeszcze rakotwórczego… Gdzie w tym logika? I gdzie w tych racjonalnych argumentach miejsce na „burżuazyjność” bądź „lewackość”?

[źródło: Pixabay.com, autor: Cyril CRAUSAZ]

Po drugiej stronie mamy opcję mięsną – i tutaj trudno jest podać jakiekolwiek argumenty za, poza tym jednym, że ludzie, po prostu, lubią jeść mięso. Natomiast czy z tego jedzenia wynika dla świata, dla człowieka, dla zwierząt, dla przyrody, dla kogokolwiek coś dobrego? Wydaje się, że nie, poza zaspokojeniem apetytu na mięso – i to jeszcze nie zawsze zdrowe, jak zostało to wykazane powyżej. I stąd przypuszczenie odnośnie do tej „łatki”, która stanowiła punkt wyjścia do rozważań, że być może jest tak, że zamiast zmierzyć się ze wszystkimi tymi obiektywnymi argumentami, łatwiej jest uciec w przypisywanie wegetarianizmowi/weganizmowi subiektywnych wartości skrajnych? Bo jeśli ktoś jest prawicowy, a lubi jeść mięso, może uczciwie przeanalizować wszystkie za i przeciw – albo powiedzieć, że je mięso, bo wegetarianizm/weganizm jest „lewacki”. I odwrotnie: jeśli jest lewicowy, będzie zjadał produkty odzwierzęce w akcie buntu przeciwko żywieniowej „burżuazji”… Tylko że jedyną osobą, którą oszuka, będzie wówczas tak naprawdę on sam…

 

“Dlaczego miałbym się spowiadać z tego, że się godziwie odżywiam? Gdybym się opychał pieczonymi trupami zwierząt, to wtedy mielibyście podstawy do wypytywania mnie, czemu tak postępuję” [George Bernard Shaw]

 

[źródło: Pixabay.com, autor: MireXa]

Autorką tekstu jest Magdalena Gałkowska

Najnowsze artykuły

“RZECZPOSPOLITA WEGAŃSKA”, CZYLI RZECZ O POLSKICH WEGANACH

Weganizm radzi sobie w Polsce coraz lepiej, ale jak wygląda codzienność polskich wegan? I czy idea wyeliminowania z diety produktów pochodzenia zwierzęcego potrafi łączyć, czy jednak nadal dzieli nasze stoły na pół? Sprawdził to Sławek Jankowski, reżyser filmu „Rzeczpospolita Wegańska”, z ...

czytaj dalej >

“OBIEKTY TESTOWE”. FILM O SZCZURACH I O ROBIENIU DOBREJ NAUKI

"Test Subjects" to nowy film Alexa Lockwooda, poruszający temat testów na zwierzętach. Dokument pokazuje zjawisko presji wywieranej na aspirujących naukowców, by eksperymentowali na zwierzętach w celu zdobycia dyplomów. Trzy byłe doktorantki wspominają swoją walkę z oczekiwaniami ...

czytaj dalej >

BRIGITTE BARDOT I JEJ MANIFEST W OBRONIE ZWIERZĄT

„Ofiarowałam kiedyś swoją młodość i urodę mężczyznom. Dziś ofiarowuję swoją mądrość i to co we mnie najlepsze zwierzętom” powiedziała 17 czerwca 1987 roku, po zakończeniu aukcji, Brigitte Bardot. Aukcji, podczas której wyprzedała cały swój cenny majątek: rodzinne meble, pierwszy odlew ...

czytaj dalej >