fbpx
Historia, Przegląd prasy

RESTAURACJE WEGETARIAŃSKIE – LONDYN 1898

Gdzie jadali londyńscy wegetarianie pod koniec XIX wieku?

Okazuje się, że lokali oferujących wegetariańskie wyżywienie było całkiem sporo.

 

W nowojorskim czasopiśmie “The Vegetarian. A monthly magainze published to advocate wholesome living” z 1898 r., znajdujemy ciekawy artykuł pod tytułem “Vegetarian Restaurants”, w którym autor opisuje odwiedzone przez niego londyńskie restauracje wegetariańskie.

O tym jak wyglądały, co i za ile można było w nich zjeść, kto się w nich stołował oraz kto wspierał ich działalność przeczytacie poniżej.

[źródło: https://www.loc.gov/item/91705264/]

“W ciągu ostatniego miesiąca odwiedziłem prawie tuzin restauracji wegetariańskich, które rozkwitają w Londynie, i dokonałem interesującego odkrycia, że mieszkając tam można dostać dużo dobrze ugotowanego jedzenia za około 1 szylinga i 3 pensy ( 30 centów) dziennie.

Restauracje te prowadzone są przez różnych właścicieli, ale wszystkie według podobnego schematu, przynosząc przy tym pokaźne dochody. Restauracje mają trzy piętra. Na pierwszym znajduje się główna sala jadalna lub pokój, zwany kawowym, gdzie przez cały dzień serwuje się posiłki a la carte; na drugim – palarnia, w której stali klienci mają dostęp do wszystkich porannych gazet oraz mogą grać w szachy, natomiast na trzecim piętrze od godziny 12-tej do 15-tej można kupować zestawy dań za 6 pensów.

W porze lunchu pokój kawowy na pierwszym piętrze restauracji przy Queen Street jest wypełniony tłumem czystych, dobrze ubranych kobiet i mężczyzn, przy czym kobiet jest około dziesięciokrotnie mniej. Na tym piętrze często widzi się jedwabne kapelusze i surduty, ale też (co dla Amerykanina jest rzeczą osobliwą) większość mężczyzn kładzie kapelusze na stołach nawet wtedy, gdy w pokoju są kobiety. Posiłki są tu trochę droższe niż na pozostałych piętrach piętrach, a obsługa nieco lepsza. Podaje się biały cukier zamiast brązowego, a łyżki i widelce (noży nie ma w ogóle) zamiast z cyny są z niemieckiego srebra. Podaje się tu bułki zamiast kromek chleba, ale już zupy, drugie dania czy desery nie są ani trochę lepsze od tych podawanych na wyższych piętrach.

[Bufford’s vegetable cards, no. 790-6, ok. 1880-1890, źródło: https://www.loc.gov/resource/pga.05554/ ]

Talerz bardzo dobrej zupy, grochowej, makaronowej, czy szkockiego bulionu kosztuje 3 pensy (6 centów). Kelnerka zapewniała mnie, że nie ma w nich żadnego mięsa, ale nie umiała powiedzieć czym zostało zastąpione. Za 5 pensów można kupić bardzo apetyczny kotlet z soczewicy, z wyglądu przypominający mięsny krokiet. Gulasz ziemniaczany smakował mi jeszcze bardziej niż kotlet, a podano go z fasolą maślaną za 5 pensów. Do wyboru było jeszcze wiele innych “słonych dań” w cenie od 2 do 5 pensów (“słone danie” to wegetariańskie określenie posiłku, który mięsożercy nazwaliby daniem głównym). Cena zwykłych warzyw to 2 pensy, lub trzy za talerz, ale przy tak sytych daniach słonych na dodatki warzywne raczej nie ma zbyt dużego popytu. Desery podawane są oczywiście tak samo jak w zwykłych restauracjach.

By zobaczyć 6-pensowy zestaw dań w pełnej okazałości najlepiej udać się do restauracji przy Poultrey, na początku Cheapside, pomiędzy godziną 13-tą a 14-tą w każdy dzień poza niedzielą.

[Cheapside, London, England, ok. 1890-1900, źródło: http://www.loc.gov/pictures/item/2002696937/ ]

W dużym pomieszczeniu na najwyższym piętrze znajduje się około tuzin długich, wąskich stołów. Przy stołach tych siedzi około setki mężczyzn i chyba w żadnym innym londyńskim lokalu nie udałoby się zobaczyć takiej różnorodności jedzących wspólnie typów ludzkich. Większość wygląda ubogo, ale tu i ówdzie dostrzec można dobrze ubranego, dostatnio wyglądającego mężczyznę, a inteligentne twarze nie są niczym rzadkim. Mężczyzna z postrzępionymi mankietami, brudnymi paznokciami i w kamizelce bez guzika czy dwóch siedzi obok elegancko wyglądającego prawnika i żaden na drugiego nie zwraca uwagi. Możliwe, że obaj przyszli tu z tego samego, ekonomicznego powodu – bo obfity i smaczny obiad za 6 pensów wydaje się być dobrym wyborem również dla tych, dla których etyczna strona wegetarianizmu nie ma znaczenia. Kasjer zapewnił mnie jednak, że wielu klientów to zadeklarowani wegetarianie, którzy na różne sposoby starają się zachęcać do tej idei.

Na każdym stole znajduje się pojemnik z brązowym cukrem i drugi, z solą, z których klienci korzystają według potrzeb. Przy każdym talerzu leży widelec i dwie cynowe łyżki, natomiast na żadnym stole nie ma noży, gdyż warzyw nie trzeba kroić. Obrusy z brązowego płótna są utrzymane w czystości, ale wyjątkowo wymagający klienci mogą dodatkowo skorzystać z serwetki płatnej 1 pens. Przyglądałem się uważnie i tylko dwie osoby w całym pomieszczeniu uznały za konieczne skorzystanie z tego luksusu. Wychodząc zaoferowałem kelnerce 6 pensów w ramach podziękowania za udzielenie odpowiedzi na wszystkie moje pytania, ale odmówiła ich przyjęcia twierdząc, że bez względu na wszystko nie napiwki są niedozwolone.

Pomiędzy godziną 16-tą a 19-tą na parterze, lub jeśli ktoś woli w palarni na piętrze, podawana jest herbata. Można wybrać czajnik wspaniałej, świeżo zaparzonej herbaty za 3 pensy, albo filiżankę za 2. Do tego za 1 pensa dostać można chleb z masłem lub placek, miód za 2 pensy, a herbatniki, drożdżówki lub ciasto za pensa. Za 4 pensy (8 centów) można też kupić Welsh Rarebit, przy czym ale zastąpiono w nim mlekiem, a jego porcja nie jest zbyt duża.

W wybranych lokalach podawane jest “lager hop ale” po 2 pensy za małą butelkę oraz “anti-burton ale” w tej samej cenie. Napoje te nie zawierają alkoholu, a ich smak nie jest zbyt wyrazisty.

Wszystkie te restauracje robią dużo dla spopularyzowania w Londynie idei wegetarianizmu. Stoi za nimi Towarzystwo Wegetariańskie, dzięki czemu przy restauracyjnych kasach znajduje się szeroki wybór piśmiennictwa na temat wegetarianizmu dostępny na życzenie klienta, a także książki kucharskie za pensa z dużą ilością przepisów na prostsze dania wegetariańskie.

[The meat market, Puck Bldg. 1906, źródło: http://www.loc.gov/pictures/item/2011645899/]

Dużo pracy propagandowej wykonuje się w biedniejszych dzielnicach miasta, gdzie ludzie uczeni są jak można żyć na diecie wegetariańskiej za mniej niż połowę wydatków przeznaczanych na dietę mięsną. Pokazuje się na przykład, że mięso zawiera 60% zanieczyszczonej wody, za którą płacą rzeźnikowi tyle, że jeden funt grochu, fasoli, soczewicy lub płatków owsianych za cenę 1 lub 2 pensów zawiera więcej składników odżywczych niż funt wołowiny czy baraniny za cenę sześciokrotnie wyższą, ponieważ w przypadku tych pierwszych dodawana jest woda która nic nie kosztuje, podczas gdy w przypadku tych drugich jest kupowana za około 10 pensów za funt. Jako poparcie twierdzenia, że mięso nie jest niezbędne nawet dla osób wykonujących najcięższe prace fizyczne podaje się, że greccy atleci i rzymscy żołnierze byli wegetarianami oraz że głównym jedzeniem rzymskich gladiatorów były ciastka i olej.

Stowarzyszenie Wegetariańskie ma dziś setki członków i sympatyków. Pełni członkowie zobowiązują się powstrzymywać od jedzenia mięsa, ryb i drobiu, ale ich dieta może być uzupełniona o produkty odzwierzęce takie jak jajka, ser, masło i mleko. Członkowie stowarzyszeni nie deklarują całkowitej rezygnacji z mięsa, ale zgadzają się promować idee stowarzyszenia i stosować się do nich na tyle na ile pozwala im na to ich otoczenie. Minimalna składka to 1 szyling rocznie, ale przyjaciele ruchu proszeni są o jak największy wkład.

Wśród członków i sympatyków stowarzyszenia znajduje się wielu najświatlejszych obywateli Londynu”.

[źródło oryginalnego tekstu: Library of Congress; tłum. InfoVege]

 

Aktualnych informacji na temat restauracji oferujących wegetariańskie i wegańskie jedzenie szukajcie w naszym katalogu.

O autorze

Podobne wpisy

Pozostaw komentarz

Pozostaw komentarz