fbpx
Prawa zwierząt, Rolnictwo, hodowla i żywność

O BYŁYCH HODOWCACH ZWIERZĄT, KTÓRZY ZOSTALI WEGAŃSKIMI AKTYWISTAMI

Former Meat and Dairy Farmers Who Became Vegan Activists

Oryginalny, angielskojęzyczny artykuł o tym tytule autorstwa Ashley Capps został opublikowany przez Free From Harm i jest dostępny pod tym linkiem.

Przedstawia on 16 osób, które powodowane różnymi doświadczeniami porzucają swoje dotychczasowe zajęcia i przekonania, by zostać weganami i poświęcić swoje życie pracy na rzecz zwierząt oraz promocji diety roślinnej. Wśród zaprezentowanych osób są zarówno kobiety, jak i mężczyźni, są hodowcy i naukowcy, Amerykanie i Europejczycy.

Dzięki uprzejmości organizacji Free From Harm ten inspirujący tekst jest teraz dostępny także dla polskiego czytelnika.


Powieściopisarz i “rzeźniczy” dziennikarz Upton Sinclair napisał kiedyś: „Trudno jest przekonać człowieka do zrozumienia czegoś, jeśli jego wynagrodzenie zależy od tego, by nie rozumiał”. Jednak, choć może to być trudne, nie jest niemożliwe. Przedstawione poniżej sylwetki są pełnym nadziei dowodem na to, że nawet ci, którzy na rezygnacji z wykorzystywania zwierząt tracą najwięcej, mogą być wystarczająco wrażliwi i odważni, aby to zrobić.

1. Jan Gerdes, były hodowca bydła mlecznego, Niemcy

Hof Butenland to azyl dla zwierząt hodowlanych w północnych Niemczech, założony przez Jana Gerdesa i Karin Mück. Jan przez wiele lat był hodowcą bydła mlecznego, ale po przemianie serca, która zaowocowała decyzją o przejściu na weganizm, przekształcił farmę w azyl i przyrzekł poświęcić resztę życia opiece nad zwierzętami hodowlanymi i pracy nad zakończeniem ich eksploatacji. Opowiadając o zwierzętach, które kiedyś wykorzystywał, jadł i rutynowo wysyłał na rzeź, Jan mówi:

“Kiedyś zaprzeczałem, że je lubię. Nie było innego wyjścia. Chciałem zarabiać na życie. A teraz bardziej przypominają towarzyszy. Jesteś szczęśliwy, rozmawiasz, rozmawiasz z nimi. Rozmawiasz z krową, świnią, kotem lub psem; nie widzę żadnej różnicy. One wszystkie mają swoje charaktery i są szczęśliwe, kiedy z nimi rozmawiam – a one mówią  do mnie. To naprawdę świetny sposób na wspólne życie”.

Więcej o Hof Butenland można dowiedzieć się z ich strony internetowej oraz z filmu “Żyj i pozwól żyć” (“Live and Let Live“), mocnego dokumentu przedstawiającego nasze relacje ze zwierzętami hodowlanymi, historię weganizmu, a także przyczyny etyczne, środowiskowe i zdrowotne, motywujące ludzi do przejścia na weganizm. Warto również przypomnieć historię najszczęśliwszego cielaka na świecie, dla którego Hof Butenland stało się domem.

2. Michelle, była hodowczyni bydła mlecznego, Izrael

Michelle jest byłą hodowczynią bydła mlecznego, która pracowała w gospodarstwach mlecznych przez 15 lat. O branży mówi:

„To zwodnicze miejsce. Tylko ci, którzy są w środku, naprawdę to wiedzą. Nie mówię o godzinnej wizycie na farmie… Każdy, kto naprawdę był w środku, wie, jakie to miejsce. To jest piekło. Tam jest straszne cierpienie … Krzyki matek … Wciąż słyszę ten dźwięk. Nigdy go nie zapomnę. Wciąż o tym myślę. Dzisiaj jestem matką i nie rozumiem, jak ludzie, którzy mówią, że kochają zwierzęta, nie widzą tego. Nie rozumiem tego.

Krótko mówiąc, byłam bardzo złym człowiekiem. Okropną osobą. I myślę, że nadal nią jestem, nawet dziś. Wszystko, co ma związek z farmami mlecznymi, jest dla mnie bardzo trudne. Nadal żyję w stanie zaprzeczenia, że kiedyś byłam hodowcą. Teraz, kiedy patrzę w oczy cieląt lub krów, po prostu nie wiem, co im powiedzieć. Cały smutek, jaki im sprawiłam, jest na zawsze wyryty w moim sercu. Nie mam pojęcia, ile matek i dzieci załadowałam na przyczepę, by wysłać je na rzeź. Ile matek pozostawiłam bez cieląt. One płakały i wołały swoje dzieci. One wciąż wołają. Gdyby ktoś dotknął mojej córki lub syna … Nie wiem, co powiedzieć, przeraża mnie sama myśl o tym. Kiedy pracowałam na farmie, nie widziałam w tym żadnego problemu. Wypalałam rogi. Wysyłałam matki i ich dzieci na rzeź. Oddzielałam dzieci od ich matek. I jakoś nie widziałam w tym nic złego.

Teraz najważniejsze jest dla mnie jest to, by ludzie zdali sobie sprawę z tego, co dzieje się na farmach. I żeby przestali jeść zwierzęta i pić mleko. Żeby po prostu zostali weganami”.

3. Chris Mills, były hodowca bydła mlecznego, Stany Zjednoczone

Chris Mills pracował w gospodarstwach mlecznych przez 20 lat.

Chris Mills przez ponad 20 lat pracował w gospodarstwach mlecznych w Ontario, zanim został weganinem. Ten traper i zapalony myśliwy mając około trzydziestu lat poślubił wegetariankę. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczął też pracę przy budowie autostrady. Podczas gdy rozmowy z żoną zasiały w nim ziarno przemyśleń, to decydującym momentem dla podjęcia decyzji okazał się dzień, w którym ciężarówka wioząca świnie na rzeź utknęła w miejscu jego pracy na autostradzie. Chris pisze:

„Tuż obok naszego miejsca pracy miał miejsce poważny wypadek. Było 34 stopni mrozu, a ruch stopniowo zamierał. Tego dnia prowadziłem maszynę, miałem podkręcone ciepło, ale i tak kuliłem się z zimna. Ruch został całkowicie zatrzymany.

Na pasie obok mnie stała ciężarówka transportująca świnie do Quebecu. Tego dnia zrozumiałem. Spojrzałem tym biednym zwierzętom w oczy i wiedziałem, że są wysyłane na śmierć. Temperatura spadła do minus 36 stopni, a one zamarzały! Ich skóra była czerwona, a na twarzach niektórych z nich widać było lód. Moje serce pękło. Było mi tych zwierząt tak żal, że powiedziałem sobie – to jest ten moment! Nigdy więcej nie wyrządzę krzywdy innemu stworzeniu! Decyzja zapadła.

Nigdy potem nie zastanawiałem się, czy trudno byłoby być weganinem i porzucić wszystkie te mięsa i sery. Uwielbiam gotować, więc staram się inspirować i pokazywać ludziom, że wegańskie jedzenie jest pyszne i piękne. Moja żona, córka i ja jesteśmy weganami na całe życie! Mamy też trzy psy i tak, one też są na diecie roślinnej”.

W 2015 r. Chris i jego żona Kim zmienili swoją skromną posiadłość w mały rezerwat dla zwierząt, The Grass Is Greener Farm Sanctuary. Obecnie skupiają się głównie na ratowaniu królików z przemysłu mięsnego.

4. Harold Brown, były hodowca bydła mięsnego i mlecznego, Stany Zjednoczone

Harold Brown to były hodowca bydła mięsnego i mlecznego. Urodził się na farmie bydła w Michigan i ponad połowę życia spędził w rolnictwie. Po tym, jak osobisty kryzys zdrowotny zmusił go do stawienia czoła chorobie serca w jego rodzinie, stał się weganinem. Życie w doskonałym zdrowiu na diecie wegańskiej skłoniło go do ponownego przeanalizowania wszystkich swoich wcześniejszych założeń dotyczących jedzenia zwierząt i wkrótce doznał głębokiego przekonania, że wykorzystywanie i zabijanie zwierząt w celach spożywczych jest niemoralne. Jako wegański aktywista jest założycielem Farm Kind i jednym z bohaterów filmu dokumentalnego Pokojowe Królestwo (Peaceable Kingdom).

Zapytany o tak zwane humanitarne rolnictwo Harold pisze:

„Często słyszałem słowo „humanitarny” używane w odniesieniu do mięsa, nabiału, jajek i innych produktów… Zawsze uważałem to za ciekawe, ponieważ w moim rozumieniu działać humanitarnie oznacza działać z życzliwością, czułością i miłosierdziem. Jako były hodowca zwierząt mogę wam powiedzieć, że chociaż prawdą jest, że można traktować zwierzęta hodowlane z życzliwością i okazywać im czułość, to miłosierdzie jest zupełnie inną kwestią.

Może ze dwa razy zastanawiałem się nad rzeczami, które musiałem robić na farmie: zajmowanie się bydłem, kastrowanie, dekornizacja, a także udział w uboju.

Obecnie zadaję sobie pytanie zarówno z perspektywy starego, jak i nowego mnie, co oznacza słowo “humanitarny” w znaczeniu, w jakim jest ono używane. Stary ja mówi: „To słowo dziwnie komponuje się z mięsem, nabiałem, czy jajami, ale hej, jeśli dzięki temu sprzedaje się więcej produktów, to dlaczego nie?” Nowy ja pyta: „Kiedyś potrafiłem hodować zwierzęta z życzliwością i czułością, ale w jaki sposób okazywałem im miłosierdzie?” Miłosierdzie – ta wyjątkowa ludzka cecha powstrzymywania się od wyrządzania krzywdy”.

Więcej tekstów Harolda Browna można znaleźć pod tym linkiem, a o historii jego życia opowiada film “Pokojowe Królestwo: Podróż do domu” (“Peaceable Kingdom: The Journey Home“).

5. Azyl w Soledad, byli hodowcy kóz mlecznych, Stany Zjednoczone

W lipcu 2015 roku, po 20 latach prowadzenia farmy kóz mlecznych i wielokrotnie nagradzanej firmy produkującej sery, Carol i Julian Pearce postanowili zostać weganami. Właściciele The Sanctuary at Soledad Goats w Kalifornii ogłosili, że przestaną hodować kozy mleczne, a zamiast tego zaczną produkować sery z orzechów nerkowca.

Na pytanie dlaczego po 20 latach produkcji nagradzanego koziego sera zdecydowali się zacząć wytwarzać ser roślinny, odpowiedzieli:

„Zdecydowaliśmy, że nie jest możliwe ratowanie kóz w sytuacji, gdy każdego roku coraz więcej koźląt sprowadzamy na świat… Zawsze traktowaliśmy nasze zwierzęta z miłością i delikatnością. Każdy, kto odwiedza farmę, może to zobaczyć. Ale bycie farmą mleczną w dalszym ciągu nasila problem. Nie chcemy być częścią tego problemu, chcemy być częścią rozwiązania… Teraz, nie rozmnażając zwierząt, możemy ratować je przed okrucieństwem zamiast to okrucieństwo pogłębiać.

[Więc teraz] nasz ser robimy z orzechów oraz uzyskanego z tych orzechów mleka. Zachowujemy taką samą jakość, jaką z sukcesem utrzymywaliśmy przy produkcji serów kozich – gładka konsystencja, świeże składniki … i wykonujemy je w sposób rzemieślniczy, z troską, konsekwencją i pasją. Jak dotąd próbki naszych nowych serów zostały bardzo dobrze przyjęte, a wiele osób powiedziało nam, że będzie nadal kupować nasze produkty w formie roślinnej. To dla nas bardzo zachęcające ”.

Oprócz opieki nad kozami z ich dawnego stada mlecznego, Pearce’owie ratują także inne skrzywdzone, porzucone i zaniedbane kozy, krowy, konie, świnie, kurczaki, kaczki, psy i koty. Klienci w Stanach Zjednoczonych mogą zamawiać ich sery roślinne online na stronie azylu.

6. Cheri Ezell, była hodowczyni bydła mlecznego, Stany Zjednoczone

Cheri Ezell pracowała jako hodowca kóz mlecznych, kiedy poznała swojego męża, Jima Vandersluisa, hodowcę bydła mlecznego.

„Pewnego dnia weszłam do stodoły w czasie, gdy on doił krowy, i zauważyłam wyraźnie chore cielę. Kiedy zapytałem, co się z nim stanie powiedział mi, że niezależnie od choroby cielaka, zostanie ono wysłane do dystrybutora żywego inwentarza i sprzedane na mięso. Dowiedziałam się, że krowy mleczne muszą się cielić co roku, aby móc nadal produkować mleko, i że ich cielęta są odbierane im krótko po urodzeniu – mają szczęście, jeśli dostaną od swojej mamy siarę, czyli pierwsze mleko, które jest ważne dla ich przetrwania. Podczas gdy niektóre cielęta są trzymane jako jałówki zastępcze, większość z nich wysyła się na rzeź lub do producentów cielęciny (ang. cow–calf operations), co oznacza bardzo krótkie życie, i bardzo nieszczęśliwe.

Werbalizacja więzi matki i dziecka to tylko jeden niewielki aspekt ich emocjonalnego życia, które my, ludzie, rozrywamy na strzępy. Matka wzywa swoje dziecko przez wiele dni po separacji. Jak coś takiego można nazwać „humanitarnym”?

Z czasem nasze sumienia nie pozwoliły nam kontynuować dojenia naszych krów w celu wytwarzania produktów mlecznych. Zamiast tego zwiększyliśmy stado kóz i zaczęliśmy sprzedawać kozie mleko. Pomyślałam, że to może być alternatywa – mogłabym mieć zwierzęta i mleko, a koźlęta mogłyby być wydane jako zwierzęta domowe (towarzyszące)… Ale wciąż musieliśmy zarabiać na życie i wkrótce zdałam sobie sprawę, że nie mogę zarobić wystarczająco dużo pieniędzy z ilości mleka, które produkowałem, przy jednoczesnym oddawaniu zwierząt. Koźląt było tak dużo, bo każdego roku muszą się rodzić nowe. W dodatku niewiele osób jest zainteresowanych kupowaniem kóz jako zwierząt domowych.

W niektórych społecznościach tradycją jest jedzenie koziego mięsa podczas świąt wielkanocnych. Nasza farma była więc oblegana każdej wiosny przez ludzi szukających kóz. Ważyliśmy więc 25-35 funtowe koźlęta, a klienci płacili. Następnie koźlęta były związywane i dosłownie wrzucane do bagażnika lub na tył furgonetki jak zwykły bagaż. Jim mówił wtedy: „Zaniosę tę kozę” i delikatnie wkładał ją do pojazdu. Pewnego dnia staliśmy przy bramie koziej stodoły, nasłuchując, jak jedna z naszych małych kóz płacze w bagażniku odjeżdżającego samochodu. W tym przerażającym momencie Jim i ja spojrzeliśmy na siebie ze łzami w oczach i rozpoczęliśmy naszą przygodę z życiem wolnym od mordowania.

Jim i ja porzuciliśmy przemysł mleczarski i przekształciliśmy naszą farmę w azyl dla zwierząt hodowlanych, dzikich i domowych… Dla Jima i dla mnie istnieje teraz wyraźne rozróżnienie pomiędzy rolnictwem humanitarnym i niehumanitarnym. Rolnictwo humanitarne to dieta roślinna. Rolnictwo niehumanitarne to hodowla czujących istot z przeznaczeniem na konsumpcję”.

Więcej o Cheri i o tym jak wraz z mężem przeszła na weganizm i aktywizm prozwierzęcy można przeczytać tutaj. Ich historię można również obejrzeć w dokumencie “Pokojowe Królestwo: Podróż do domu” (“Peaceable Kingdom: The Journey Home“).

7. Howard Lyman, były hodowca bydła mięsnego i mlecznego, Stany Zjednoczone

Znałem ludzi zaangażowanych w produkcję zwierzęcą. Byli to dobrzy ludzie, którzy w najlepszej wierze i z przeświadczeniem o posiadaniu słusznych powodów, starali się robić wszystko, co w ich mocy, by karmić głodną Amerykę. Ci ludzie wierzyli, że zapewniają absolutną konieczność: najwyższej jakości białko. Było to w nich zakorzenione od dzieciństwa: „Zjedz mięso”.

Howard Lyman to hodowca bydła w czwartym pokoleniu, który przekształcił małą ekologiczną farmę mleczarską w ogromną fabrykę bydła mięsnego i mlecznego z 7 tysiącami sztuk zwierząt. Przez ponad 20 lat hodował także kurczęta, świnie i indyki. W 1990 r., w związku z wyjątkowo dużą nadwagą oraz problemami zdrowotnymi związanymi z wysokim ciśnieniem krwi i poziomem cholesterolu, postanowił zostać wegetarianinem. Rok później, po doświadczeniu ogromnej poprawy swojego stanu zdrowia, Lyman przeszedł na weganizm, zmieniając jednocześnie w sposób diametralny zdanie na temat etyki jedzenia zwierząt. Przekształcił swoje ranczo w rezerwat przyrody, a od 1991 roku podróżuje po świecie agitując na rzecz weganizmu, rolnictwa ekologicznego i praw zwierząt.

W wywiadzie Lyman wspomina trudny moment, w którym odkrył, że nie może się już dłużej odwracać od kwestii zabijania zwierząt, których wcale nie musimy krzywdzić:

„Nie “Czy jestem miły dla moich zwierząt?” lub “Czy dobrze je karmię?”, ale “Mój Boże, czy w ogóle powinniśmy je jeść?”… Byłem w łazience i patrzyłem w lustro: to było dla mnie tak cholernie traumatyczne, że prawie wyrwałem umywalkę ze ściany.

To były drzwi mojej duszy, których nigdy wcześniej nie otwierałem. A kiedy je otworzyłem, nie mogłem ich już zamknąć, ponieważ wiedziałem, jak wyglądają te zwierzęta, kiedy stają na podłodze rzeźni. Wiedziałem, co jest w ich oczach i że to ja byłem człowiekiem, który je tam wysyłał. To było tak, jakby wszystko, co dotąd uważałeś za prawe i święte, nagle było zagrożone. Czy mój umysł był w stanie się z tym uporać?

I czy miałem wewnętrzną odwagę, aby zobaczyć różnicę i dokonać zmiany? Czy ktoś, kto przeprowadza operację wartą wiele milionów dolarów, idzie do żony i mówi: „Poczekaj chwilę: myślę, że to, co robimy, jest złe”? Uświadomiłem sobie, że cały mój majątek został zbudowany na piasku. Wszystko, w co wierzyłem przez całe życie, było zagrożone, ponieważ mój biznes został zbudowany na zabijaniu zwierząt”.

Lyman napisał dwie książki: „Szalony kowboj: cała prawda hodowcy bydła, który nie je mięsa” (“Mad Cowboy: Plain Truth from the Cattle Rancher Who Won’t Eat Meat“) i „Koniec z bykami! Szalony kowboj kontra najgorszy wróg Ameryki: nasza dieta” (“No More Bull! The Mad Cowboy Targets America’s Worst Enemy: Our Diet“). Prowadzi także edukacyjną stronę internetową. Życie i twórczość Howarda Lymana są również tematem filmów „Szalony kowboj: historia” (“Mad Cowboy: The Documentary”) oraz “Pokojowe Królestwo: Podróż do domu” (“Peaceable Kingdom: The Journey Home“).

8. Susana Romatz, była “humanitarna” hodowczyni bydła mlecznego, obecnie producentka wegańskiego sera, Stany Zjednoczone

Susana, była hodowczyni kóz mlecznych, teraz produkuje ser z orzechów laskowych. Jest także zapaloną zbieraczką grzybów.

„Kiedy miałam około 10 lub 11 lat, moja ciocia i jej rodzina zainwestowali w dojarnię. Pewnego dnia pojechaliśmy zobaczyć to miejsce. Pamiętam, że maszyny lśniły chromem. Przyprowadzili krowę, podłączyli ją do rur i włączyli urządzenie. Krowa była dość spokojna, ale pamiętam smutek z powodu jej kłopotów. Wydawało mi się niewłaściwe zmuszanie jej, żeby tam poszła i oddała swoje mleko. Choć nie wydawała się skrzywdzona, wywołało to we mnie głęboki smutek. Ale wtedy nie powiązałam jeszcze tego z mlekiem w moich płatkach. Stało się to dopiero dużo później, po tym jak odpowiedziałam na ogłoszenie z prośbą o pomoc na “humanitarnej” farmie kóz mlecznych w Oregonie.

To niesamowite, do jakiego wyparcia zdolny jest człowiek, kiedy się w coś zaangażuje. Ja, którą dziesięć lat wcześniej doprowadzały do łez tajne filmy pokazujące traktowanie zwierząt w gospodarstwach przemysłowych – uderzanie, kaleczenie, bicie do krwi, rażenie prądem, podcinanie gardeł – teraz pracowałam na „humanitarnej” farmie kóz mlecznych, gdzie malutkie, nowonarodzone koźlęta były natychmiast zabierane matkom, a ich pełne rozpaczy krzyki były ignorowane. Dzieci trzymane były w osobnym kojcu, ich zrozpaczone matki wołały do nich, a one odpowiadały. Samce pozostawiano z mamami przez kilka miesięcy, po czym sprzedawano je na mięso.

Kolejną ironią jest to, że co prawda nie doję już kóz, doję natomiast orzechy laskowe. Mamy maszynę, która miele orzechy laskowe z wodą zamieniając je w mleko i drugą, która oddziela włókno od płynu. Na końcu filtruję mleko przez szmaciany woreczek i czasami uderza mnie fizyczne podobieństwo między wyciskaniem mleka z wymienia kozy a wyciskaniem mleka orzechowego przez szmatkę woreczka. Nawet ruchy moich dłoni są często takie same jak przy dojeniu kóz.

… Życie bez nabiału i mięsa nie jest już dla mnie trudne. Trudno jest natomiast patrzeć, jak ludzie utknęli w sposobie myślenia, w którym ich codzienne decyzje stoją w fundamentalnej sprzeczności z wyznawanymi przez nich najbardziej podstawowymi wartościami. Możemy i powinniśmy zachowywać się lepiej”.

Pełną historię Susany można poznać tutaj.

9. Bob Comis, były hodowca świń i owiec, Stany Zjednoczone

Bob Comis. Photo by Zach Phillips.

Pod koniec kwietnia 2011 r. na swoim blogu „humanitarnego, wypasającego na pastwiskach i karmiącego trawą” hodowcy trzody chlewnej i owiec, Bob Comis opublikował trzeźwą, osobistą refleksję zatytułowaną „Jedzenie mięsa może być złe”:

“Kiedy dzisiejszego poranka wyjrzałem przez okno na pastwisko szybko zapełniające się baraszkującymi jagniętami, doznałem silnego uczucia, że spożywanie mięsa może być niewłaściwe i że prawdopodobnie jestem bardzo złym człowiekiem zarabiając na zabijaniu zwierząt”.

Piętnaście miesięcy później opublikował równie bolesny, ale bardziej konkretny wpis o tytule “Potyczka z etyką” („The Grapple of Ethics”):

„Kiedy myślę o debacie dotyczącej etyki jedzenia mięsa, często zastanawiam się, dlaczego osobom jedzącym mięso jest tak trudno przyznać, że zabijanie zwierząt (dla ich mięsa) jest nieetyczne? Naprawdę, nie mogę wymyślić żadnego solidnego argumentu etycznego na rzecz uboju zwierząt na ich mięso.

Najprostszym wyjaśnieniem jest to, że ubój zwierząt dla ich mięsa jest społecznie dopuszczalnym wykroczeniem moralnym. Przyzwolenie społeczne nie czyni go jednak etycznym, a jedynie dopuszczalnym. Niewolnictwo także było przez stulecia społecznie dopuszczalne (pomimo faktu, że zawsze istniała mniejszość zdecydowanie się mu sprzeciwiająca). Czy to sprawiło, że stało się ono mniej nieetyczne? Wątpię, by ktokolwiek powiedziałby dzisiaj „tak”.

Jako hodowca świń prowadzę nieetyczne życie, zawoalowane usprawiedliwiającym całunem społecznej akceptacji. To jest nawet więcej niż zwykła akceptacja. Jest to wręcz afirmacja sposobu, w jaki hoduję świnie. Ponieważ daję świniom życie zbliżone do naturalnego tak bardzo, jak to tylko możliwe w nienaturalnym systemie, uchodzę za kogoś honorowego, prawego, humanitarnego, podczas gdy za całunem jestem cały czas władcą niewolników i mordercą. Nie zobaczysz tego patrząc wprost. Wtedy humanitarna hodowla i ubój świń wydają się zupełnie normalne. Aby dojrzeć prawdę, musisz spojrzeć z ukosa, tak jak robi to świnia, gdy wie, że masz złe zamiary. Kiedy popatrzysz kątem oka, na rozmytych peryferiach swojego widzenia zobaczysz, że mięso to w rzeczywistości morderstwo.

Szczęśliwe-nieszczęsne świnie na farmie Boba Comisa. Photo by Zach Phillips.

To, co robię, jest złe, mimo że jest akceptowane przez prawie 95% populacji amerykańskiej. Czuję to w kościach, nawet jeśli nie mogę jeszcze na to zareagować. Kiedyś to się musi skończyć. W końcu musimy stać się istotami, które wiedzą, co robią, istotami, które nie tkają przeklętych, ciemnych całunów dla ukrycia – akceptowanego i afirmowanego – stanu rażącego braku etyki. Na głębszym poziomie oznacza to, że mamy obowiązek jeść inaczej”.

Comis, który niedawno został weganinem, przekształcił swoją farmę w wegańskie gospodarstwo warzywne i dużo publikuje na temat jedzenia zwierząt. Powstał też film dokumentalny o jego przemianie, “Ostatnia świnia” (“The Last Pig“), nakręcony przez znanego filmowca Allisona Argo. Krytykę Comisa dotyczącą tak zwanej humanitarnej rzezi można przeczytać tutaj.

10. Edith Barabash, Farmhouse Garden Animal Home, była hodowczyni bydła, Kanada

Latem 2016 roku Mike Lanigan, rolnik i hodowca bydła z pokolenia na pokolenie, zdecydował, że nie chce już hodować zwierząt na rzeź. Powiedział, że to zbyt obłudne, by nadal kochać zwierzęta na jego farmie tak mocno, jak on je kocha, tylko po to, by następnie wysyłać je na gwałtowną, niepotrzebną i wczesną śmierć. Z pomocą swojej pracownicy, Edith Barabash, która stała się weganką podczas pracy na farmie, postanowił przekształcić farmę w azyl dla zwierząt, a uprawę organicznych warzyw uczynić źródłem utrzymania. Edith, prowadząca teraz azyl, ma nadzieję, że doświadczenie spotkania z krowami i innymi zwierzętami pomoże większej liczbie osób otworzyć oczy i zdecydować o eliminacji zwierząt z ich talerzy. Zapytałem Edith, w jaki sposób przeszła od pracy na farmie zwierząt do bycia etyczną weganką. Oto, co odpowiedziała:

„Kiedy zaczęłam pracować dla Mike’a byłam już na diecie roślinnej, ale było to podyktowane głównie względami zdrowotnymi. Wciąż byłam bardzo młoda i nie miałam jeszcze do czynienia z ideą czy ze społecznością etycznych wegan. Jednak podczas mojego stażu w gospodarstwie zaczęłam nawiązywać więź ze zwierzętami i uczyć się więcej o etycznych przyczynach weganizmu. Nadal tam pracowałam, ponieważ bardzo interesowałam się ekologicznym i zrównoważonym rolnictwem i myślałam, że będzie to dobre doświadczenie edukacyjne, ale coraz gorzej czułam się z powodu tamtejszych zwierząt. Codziennie karmiłam kurczaki i kładłam je na grzędzie. Wiedziałam, że dobrze się nimi opiekowano, ale jednocześnie czułam się winna wiedząc, że każdy z nich ma zapisaną „datę ważności”.

Edith Barabash z cielakiem w Farmhouse Garden Animal Home.

Pewnego dnia, gdy nadszedł czas wysłania jednej z krów do rzeźni, postanowiłam jej towarzyszyć. Pamiętam dokładnie jazdę samochodem, a potem nasze przybycie do miejscowej „humanitarnej rzeźni”… stały tam cicho rzędy łagodnych zwierząt. Pamiętam, jak powiedziano mi, że „pierwszy raz tutaj jest nieprzyjemny dla wszystkich”. Nie zostałam świadkiem zabicia naszej krowy, po prostu ją zostawiłam i rozejrzałam się. Ale bardzo trudno było mi ją tam zostawić. Krowa była oczywiście zdezorientowana i nie chciała wejść do swojego boksu, więc musieli ją do tego zmusić… zdarza się to dość często. To było duże pomieszczenie wypełnione kozami, owcami i alpakami, i one wszystkie stały tam spokojnie, nerwowo na mnie patrząc. Były przestraszone i zdezorientowane. Wyglądało na to, że wiedziały, co je czeka. Przerażające było widzieć w jednym pomieszczeniu tak wiele dzieci czekających na własną śmierć.

Nigdy więcej nie pojechałam do rzeźni, ale ten dzień naprawdę wzmocnił moją determinację do pomagania zwierzętom i stałam się weganką z pasją. Nie przestałam pracować dla Mike’a, ponieważ czułam, że wciąż muszę się wiele nauczyć. I tak rozpoczęła się pierwsza z wielu naszych rozmów na temat praw zwierząt. Dziś trudno wyrazić mi wdzięczność za to, dokąd doprowadziły nas te rozmowy”.

11. Dr Michael Klaper, dorastał na farmach mlecznych, Stany Zjednoczone

Dr Michael Klaper jest uznanym na arenie międzynarodowej klinicystą, nauczycielem i wykładowcą na temat diety i zdrowia. Praktykuje medycynę od ponad 40 lat i jest wiodącym pedagogiem w zakresie żywienia roślinnego i medycyny integracyjnej. Klaper pisze:

„Znaczną część dzieciństwa spędziłem na farmie mlecznej w północnym Wisconsin. Zacząłem doić krowy, gdy miałem 8 lat. Kilka rzeczy stało się dla mnie jasnych: Celem mleka krowiego jest jak najszybsze przekształcenie cielaka o wadze 65 funtów w krowę o wadze 700 funtów. Mleko krowie to płyn do wzrostu cieląt. Bez względu na to, co z niego zrobisz, takie jest jego przeznaczenie. Wszystko w tym białym płynie – hormony, lipidy, białka, sód, czynniki wzrostu, takie jak IGF-I – znajduje się tam po to, by cielę wyrosło na naprawdę wielką krowę. W przeciwnym razie by ich tam nie było”.

Oraz:

„Najsmutniejszy dźwięk jaki pamiętam został wypalony w mojej świadomości, gdy w wieku pięciu lat byłem na farmie mlecznej mojego wuja w Wisconsin. Krowa urodziła wtedy pięknego cielaka płci męskiej… Nazajutrz po jego urodzeniu wujek zabrał cielaka matce i umieścił go w znajdującym się w stodole kojcu – zaledwie dziesięć jardów od jego matki. Krowa widziała swoje niemowlę, czuła je, słyszała, ale nie mogła go dotykać, tulić ani pielęgnować. Rozdzierające serce dźwięki, które z siebie wydawała – minuta po minucie, godzina po godzinie, przez pięć długich dni – były trudne do zniesienia. To najbardziej przejmujące i bolesne wspomnienie słuchowe, które w sobie noszę”.

12. Renée King-Sonnen, była hodowczyni bydła mięsnego, Stany Zjednoczone

Sześć lat temu Renée King-Sonnen zakochała się i poślubiła hodowcę bydła w czwartym pokoleniu. Przeprowadziła się z przedmieść na 96 akrów pastwiska w Teksasie, gdzie wkrótce nawiązała bardzo bliską relację ze stadem bydła, które również tam mieszkało. Zafascynowana zwierzętami Renée zaczęła spędzać z nimi dużo czasu, poznając ich indywidualne osobowości oraz obserwując głębokie więzi między krowami i ich cielętami, a także przywiązanie i przyjaźnie pomiędzy poszczególnymi osobnikami w stadzie. Serce jej pękało za każdym razem, gdy cielęta były wysyłane na aukcję i nieuchronny ubój.

„Doświadczenie patrzenia, jak odjeżdżają, słuchania przez tydzień płaczu ich mam i nieobecność ich dusz na pastwisku prześladowały mnie. Płakałam z tego powodu tak często, że mąż próbował to przede mną ukrywać, ale ja i tak zawsze wiedziałam kiedy to się działo, bo słyszałam zawodzenie krów, które straciły swoje dzieci i nie mogły ich znaleźć”.

Renée kupiła od swojego męża za 300 USD krowę, którą nazwała Rowdy Girl (czyli “Chuligańska dziewczyna”). Karmiła ją butelką i dawała jej taką miłość, wychowanie i opiekę, jakiej pragnęłaby dla wszystkich cieląt urodzonych na ranczu. Kilka lat później Rowdy Girl urodziła własne cielę, nazwane Houdini ze względu na szybko ujawnioną zdolność do znikania z posiadłości i włóczenia się po okolicy. Krowa uciekała tyle razy, że mąż Renee chciał ją sprzedać. Renée odmówiła. W tym czasie była już weganką i myślała o znalezieniu nowego domu dla Rowdy i Houdini w jakimś azylu dla zwierząt. Ale jej serce wciąż powtarzało, że jej prawdziwym pragnieniem jest przekształcenie rancza we własny azyl, w którym uratowałaby bydło ze stada męża, a także świnie, kurczaki i inne zwierzęta w potrzebie. Tak narodziło się Rowdy Girl Sanctuary. Więcej informacji można znaleźć na Facebooku na fanpage’u azylu oraz na stronie Vegan Journal of a Rancher’s Wife.

13. Marloes Boere, dorastała na farmie mlecznej w Holandii

 „Dorastałam na farmie mlecznej. To jest powód, dla którego dzisiaj jestem weganką. Pewnego dnia mój ojciec powiedział mi, że jedna z krów zmarła, ponieważ odmówiła jedzenia po zabraniu jej dziecka. To złamało mi serce.

Aby krowy produkowały mleko na opłacalnym poziomie, muszą co roku mieć dziecko. Cielęta odbierane są matkom w ciągu kilku godzin po urodzeniu, a następnie wkłada się je do kojca, gdzie są same, karmione tylko dwa razy dziennie. Ta praktyka powoduje wiele emocjonalnego bólu zarówno dla matki, jak i jej dziecka.

W dzieciństwie wielokrotnie byłam świadkiem okrutnego oddzielania matki i cielęcia i mówiono mi, że jest to praktyka normalna i konieczna. To bardzo dalekie od prawdy. Przeraża mnie, że żyjemy w świecie, w którym uczy się dzieci, że wykorzystywanie macierzyństwa w tak brutalny sposób jest czymś normalnym. Nikt nie powinien tego popierać. Mleko matki jest pokarmem dla niemowląt, a mleko krowie jest dla cieląt”.

14. Christine Mariani Egidio, była hodowczyni owiec, Stany Zjednoczone

Christine Egidio, była hodowczyni owiec, z jednym ze swoich uratowanych świńskich towarzyszy

„W kwietniu 2009 r. kupiliśmy 32 akry ziemi i postanowiliśmy zająć się hodowlą i sprzedażą owiec mięsnych, aby spłacić hipotekę i zapewnić sobie dochód po przejściu na emeryturę… Motto naszego owczego biznesu było przerażające i brzmiało „Mają naprawdę wspaniałe życie do momentu, gdy już go nie mają”. Aż kulę się, gdy to piszę. Z całego serca wierzyłam w mit o „humanitarnym uboju”. Co gorsza, mimo iż wkrótce przekonałam się, że wszystkie owce mają swoje osobowości, są inteligentne, tworzą ze sobą więzi, okazują radość, strach i przyjaźń – czyli wszystkie ludzkie emocje – nadal nie dostrzegałam związku. Zawsze byłam miłośnikiem zwierząt, ratując psy, koty i konie – ale nadal nie docierało do mnie, że zwierzęta hodowlane w niczym się nie różnią pod względem pragnienia i prawa do życia.

Jestem mężatką i mam dwóch dorosłych synów. Mój mąż, mój młodszy syn Derek i ja byliśmy na diecie podstawowej (Primal Diet), podobnej do Paleo, więc jedliśmy więcej mięsa niż czegokolwiek innego. Zawsze starałam się kupować mięso z hodowli ekologicznych, od zwierząt karmionych trawą, które było bardzo drogie i trudne do znalezienia w naszej okolicy. Derek wpadł więc na pomysł, że powinniśmy hodować świnie, indyki i kurczaki na mięso (mieliśmy już kury na jajka). On także jest miłośnikiem zwierząt, więc powiedział, że aby mieć pewność, że zwierzęta nie będą źle traktowane podczas uboju, i aby uniknąć stresu podczas ich transportu do rzeźni, nauczy się, jak je zabijać. Czuł, że gdyby mógł to zrobić bardzo spokojnie i był łagodny wobec zwierząt, nie bałyby się, bo go znają – i to by było w porządku. Powiedział mi, że zamierza oglądać filmy z YouTube na temat uboju, a następnie znajdzie lokalnego rzeźnika, który pokaże mu z pierwszej ręki, jak się do tego zabrać.

Doskonale pamiętam dzień, gdy wróciłam z pracy do domu, a Derek powiedział do mnie: „Mamo, postanowiłem zostać weganinem”. Jest bardzo wysportowany, więc jedynym powodem dla zostania weganinem, o którym pomyślałam, było to, że uznał to za zdrowsze. Zapytałem go więc: „Dla zdrowia?”. A on powiedział mi, że nie. Że obejrzał wideo przedstawiające świnie zabijane „humanitarnie” przez osobę, którą znały i która obchodziła się z nimi delikatnie i spokojnie, a zwierzęta mimo to wciąż panikowały, próbując uciec, podczas gdy inne, znajdujące się w zagrodzie, czując co się dzieje krzyczały i również próbowały ucieczki. A potem bardzo prosto powiedział: „Mamo, one nie chcą umierać”.

Prześladowało mnie to, co powiedział – że zwierzęta nie chcą umrzeć. Postanowiłam więc zrezygnować z mięsa. Przez około 3 miesiące nadal piłam śmietankę w porannej kawie, jadłam pizzę z serem i nie czytałam etykiet w celu sprawdzenia, czy nie zawierają jajek lub nabiału. Ale któregoś dnia zobaczyłam post na Facebooku o zabieraniu cieląt mlecznych ich matkom i nagle coś zaskoczyło i stałam się w pełni weganką”.

Więcej na temat historii Christiny można przeczytać tutaj.

15. T. Colin Campbell, dorastał na farmach mlecznych, Stany Zjednoczone

Dr T. Colin Campbell to amerykański biochemik, którego badania koncentrują się na wpływie odżywiania na długofalowe zdrowie ludzi. Jako naukowiec skupiający się na nauce o żywieniu nie używa terminu “weganizm”, a zamiast tego mówi o diecie opartej w 100% na roślinach, podkreślając przy tym empiryczne podstawy swoich twierdzeń. Jego książki, artykuły i wykłady wywarły ogromny wpływ na tysiące ludzi, pomagając im w wyborze wegańskiej drogi życia i utrwalając przekonanie, że można dobrze żyć i zdrowo się rozwijać bez konieczności spożywania jakichkolwiek produktów pochodzenia zwierzęcego.

Dr Campbell jest – wraz ze swoim synem – współautorem międzynarodowego bestsellera “The China Study” (tj. “Chińskie badanie”), opartego na jego odkryciach z 20-letniego projektu badawczego przeprowadzonego pod patronatem Uniwersytetu Cornell, Uniwersytetu Oksfordzkiego i Chińskiej Akademii Medycyny Prewencyjnej, a określonego przez The New York Times jako „Grand Prix epidemiologii”. “Chińskie badanie” analizuje związek między spożywaniem produktów zwierzęcych (mięso, jaja i nabiał) a chorobami przewlekłymi, takimi jak choroby serca, cukrzyca, rak piersi, rak prostaty, czy rak jelita grubego. Na podstawie metaanalizy diety i wskaźników zachorowań tysięcy mieszkańców obszarów wiejskich Tajwanu i Chin dr Campbell stwierdza, że ludzie, którzy jedzą pełnowartościową żywność opartą na roślinach – z wyłączeniem wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego – mogą uniknąć, zmniejszyć, a w wielu przypadkach także odwrócić rozwój wielu chorób, w tym większości śmiertelnych, zachodnich chorób cywilizacyjnych.

Być może najbardziej zaskakującą rzeczą w tym badaniu, a także w późniejszej pracy dr Campbella jest to, że od dzieciństwa do dorosłości mieszkał on i pracował na farmie mlecznej swojej rodziny, a badania China Study podjął się z przekonaniem, że białko zwierzęce jest niezbędną częścią zdrowej diety. Teraz uczy, że kazeina, główne białko w mleku i produktach mlecznych, jest najważniejszym spożywanym przez nas czynnikiem rakotwórczym. Oto fragment referatu, jaki przedstawił Komitetowi Lekarzy ds. Medycyny Odpowiedzialnej:

„Do momentu ukończenia studiów w dziedzinie żywienia na Uniwersytecie Cornell, żyłem na farmie mlecznej. Tematem moich badań doktoranckich było poszukiwanie sposobu na usprawnienie produkcji mleka, mięsa, a zwłaszcza białka zwierzęcego. Później był Departament Biochemii i Żywienia Uniwersytetu w Wirginii oraz moja koordynacja finansowanego przez Departament Stanu projektu mającego na celu zorganizowanie ogólnokrajowego programu poprawy zdrowia niedożywionych dzieci na Filipinach, zwłaszcza w celu zapewnienia dobrego źródła białka, najlepiej „wysokiej jakości” białka pochodzenia zwierzęcego.

Spotkało mnie jednak zaskoczenie. Nieliczni ludzie, spożywający żywność bogatą w białko, okazali się bardziej podatni na pierwotnego raka wątroby… Wraz z moimi współpracownikami rozpoczęliśmy wtedy podstawowy program badawczy, aby przyjrzeć się temu zaskakującemu wpływowi żywienia białkowego na rozwój raka. Wspierani w całości ze środków publicznych – głównie z NIH (National Institutes of Health = Narodowy Instytut Zdrowia) – przez najbliższe 27 lat zgłębialiśmy różne strony tego zjawiska. Musieliśmy potwierdzić naszą obserwację, a następnie ustalić, na czym zaobserwowane zjawisko polega. Udało nam się zrobić obie rzeczy. Wyniki były głęboko przekonujące, a jednocześnie zilustrowały kilka podstawowych zasad związanych z żywieniem i rakiem.

  • Wzrost guza można kolejno włączać i wyłączać poprzez stosowanie diet zawierających odpowiednio wyższy lub niższy poziom białka dietetycznego.
  • Białko dietetyczne sprzyjało wzrostowi guza, ale tylko na poziomach dietetycznych powyżej poziomu wymaganego dla dobrego zdrowia (ok. 10% całkowitej energii).
  • Chociaż białko dietetyczne nie zapoczątkowało raka, to przyspieszyło jego inicjację i, co ważniejsze, sprzyjało wzrostowi guza.
  • Efekt białkowy można wyjaśnić wieloma mechanizmami biochemicznymi, które wydają się działać synergicznie.
  • Białkiem dietetycznym o działaniu sprzyjającym powstawaniu nowotworu była kazeina, czyli podstawowe białko mleka krowiego. Dwa białka roślinne, soja i pszenica, nie sprzyjały wzrostowi guza – nawet na wyższym poziomie.
  • Wpływ kazeiny na wzrost guza najprawdopodobniej rozciąga się również na inne białka zwierzęce.
  • Jeśli użyć kryteriów stosowanych przez rządowy program służący określaniu, czy substancje chemiczne są rakotwórcze, to kazeina jest najprawdopodobniej najistotniejszym chemicznym czynnikiem rakotwórczym, jaki spożywamy.

Jednak kwestionuję badania, które dotyczą pojedynczych przedstawicieli i pojedynczych zdarzeń, ponieważ zwykle brakuje im szerszego kontekstu. Szukaliśmy zatem szerszego kontekstu, w którym widoczny byłby wpływ kazeiny, a być może ogólnie białka zwierzęcego, na zdrowie ludzkie. Pojawiła się możliwość przeprowadzenia takiego badania wśród ludzi na wiejskich obszarach Chin, gdzie różne nowotwory były zlokalizowane geograficznie i gdzie diety zawierały stosunkowo niewielkie, ale zróżnicowane ilości pokarmów pochodzenia zwierzęcego. Szukając tego większego kontekstu w tym ogólnokrajowym badaniu, dostrzegliśmy – z wielu perspektyw – że stosunkowo niewielkie ilości żywności pochodzenia zwierzęcego (i/lub brak pełnowartościowej, żywności opartej na całych roślinach) przynoszą negatywne efekty odżywcze, powodując choroby zwyrodnieniowe, takie jak rak, choroby układu krążenia oraz inne dolegliwości powszechnie spotykane w Stanach Zjednoczonych i innych krajach wysoko uprzemysłowionych.

Te doświadczenia ostatecznie doprowadziły mnie do poglądu na temat diety i odżywiania, który zasadniczo różni się od tego, z którym rozpocząłem swoją karierę naukową, szczególnie w odniesieniu do mojego osobistego i zawodowego romansu z mlekiem krowim i jego produktami”.

Więcej informacji można znaleźć w książce The China Study oraz na stronie thechinastudy.com. Nakręcony został także przełomowy film dokumentalny na temat zdrowia, “Widelce ponad nożami” (“Forks Over Knives“), inspirowany pracą dr Campbella.

16. Helen Peppe, mała farma rodzinna, Stany Zjednoczone

Helen Peppe dorastała jako najmłodsza z dziewięciorga dzieci na farmie w Maine, gdzie mieszkała do czasów college’u. W swoim pamiętniku zatytułowanym “Świnie nie potrafią pływać” (“Pigs Can’t Swim“) opowiada, jak wczesny kontakt ze zwierzętami hodowanymi i zabijanymi na rodzinnej farmie skłonił ją do zostania wegetarianką (w dzieciństwie) i weganką (w wieku dorosłym) oraz o często samotnym świecie, w którym musiała żyć z powodu swoich decyzji.

Z książki “Świnie nie potrafią pływać” (“Pigs Can’t Swim“):

„Spojrzałam na stos pozbawionych głowy ciał i pomyślałam o pniu w lesie i otaczających go głowach, wyrażających nie zaskoczenie, lecz strach, o szeroko otwartych oczach. Jaka była ostatnia rzecz, którą widziały? Fragment drzewa, trawa, topór, czy następny kurczak w kolejce? Czy dwa z nich pamiętają swoje kurczakowe dzieciństwo, w którym były głaskane i kochane? Czy ich mózgi pokazywały im wspomnienia jakiegoś określonego momentu, widoki z przeszłości i teraźniejszości? Z przyszłości? Obserwowałam śnienie psów, koni i świń, ich nogi biegły gdzieś we śnie, a powieki trzepotały, podczas gdy one skomlały lub chrząkały. Czy kury też śniły? Spojrzałam na stos zdekapitowanych ciał i wiedziałam, że nie zjem żadnego z nich, wiedziałam, że nigdy więcej nie zjem już żadnego zwierzęcia, bo jak mogłabym zjeść coś, co tak skupia uwagę i potrafi śnić własne sny?

Obserwując śmierć tak wielu zwierząt, zwierząt, które lubiły bawić się na pastwiskach i w kojcach ze swoimi jagniętami, cielakami i prosiętami, chciałam je chronić, aby uratować im życie”.

Wywiad z Helen Peppe można przeczytać w Vegan Publishers , a jej zdjęcia i teksty znaleźć na stronie helenpeppe.com.


Zakończę ten tekst „cytatem” z jednego z mieszkańców azylu Hof Butenland – cielaka o imieniu Fiete, uratowanego z przemysłu mleczarskiego. Nie znam zbyt dobrze niemieckiego, ale myślę, że mówi coś o przyjaźni, blasku słońca i szczęściu. Myślę, że mówi też “dziękuję”.


O Autorce

Ashley Capps zdobyła tytuł magistra w twórczym pisaniu na Warsztatach Literackich Uniwersytetu Iowa. Jej pierwszy tomik poezji to „Mistaking the Sea for Green Fields”. W 2011 r. uczestniczka programu grantowego The National Endowment for the Arts Fellowship. Pracuje jako pisarka, redaktorka i badaczka specjalizująca się w dobrostanie zwierząt hodowlanych. Rzeczniczka weganizmu. Ashley pisała dla wielu organizacji zajmujących się prawami zwierząt, pracuje dla Free From Harm, jest także pisarką i badaczką w A Well-Fed World oraz dyrektorem ich kampanii Humane Facts. Więcej informacji na temat jej poezji i rzecznictwa można znaleźć na jej stronie internetowej.

O autorze

Podobne wpisy

Pozostaw komentarz

Pozostaw komentarz